wtorek, 16 kwietnia 2013

Komunikaty na raty



      Podczas XLIV edycji Kaliszobrania, którą   organizujemy w najbliższą sobotę, 20 kwietnia, jej uczestnicy powędrują śladami kaliskiego Bractwa kurkowego. To bardzo stare i zasłużone w historii naszego miasta stowarzyszenie, a i dzisiaj przemarsze przez kaliskie ulice braci w ich kolorowych, historycznych strojach budzą w mieszkańcach cieple reakcje. W opowieści o historii i współczesności Kaliskiego Bractwa Strzelców Kurkowych kaliskich wesprze nas Starszy Bractwa – dr Jerzy Wypych.  Spotkanie uczestników przy baszcie Dorotce – od wielu lat kojarzącej się z działalnością Braci o godz. 14.30 skąd skrajem uwiośnionego wreszcie parku udamy się - opowiadając o czym się da po drodze -  do leżącej przy Wale Jagielońskim strzelnicy Bractwa. Tam gości czeka kontynuacja opowieści o Strzelcach Kurkowych i kolejne niezapomniane wrażenia. Zapowiada się więc „wystrzałowe” Kaliszobranie.
                                                             
fot. Łukasz Wolski

Do trzech razy (foto) sztuka - 48

 I w ślad za tekstem - happeningowo-napoleońskie fotki:


fot. Zb. Pol
 

Veni, vidi, vici - 21

Happening napoleoński

 Czwarty już happening poświęcony był Napoleonowi Bonaparte, a związany był z dwusetną rocznicą bitwy, jaką pod Kaliszem stoczyły wycofujące się spod Moskwy wojska francuskie i sprzymierzone z nimi – głównie polskie i saskie z goniącymi ich Rosjanami. Była to więc kolejna już w dziejach naszego miasta "bitwa narodów" - ta akurat przegrana dla koalicji napoleończyków. Ale przecież wcześniej były lata tryumfów i chwały „małego kaprala”. By o nich porozmawiać, należało się wybrać do podjarocińskich Witaszyc,  gdzie w miejscowym dworze pasjonat epoki napoleońskiej – pan  Tomasz Klauza stworzył unikalne muzeum związane z postacią cesarza. I tak też uczynili uczestnicy Happeningu. W trakcie przejazdu do  Witaszyc prowadzący Kaliszobrania wraz z grający tym razem pierwsze skrzypce Andrzejem Matysiakiem opowiadaliśmy nieco o mijanych atrakcjach krajoznawczych – co miało stanowić zachętę do uczestniczenia w kolejnych naszych imprezach planowanych m.in. w tamte rejony. No a w Witaszycach królował już niepodzielnie przyodziany specjalnie dla nas w mundur z epoki pan Klauza. Powitał przyjezdnych wystrzałami z armaty i stosownego pistoletu , a następnie, ledwo mogąc się opędzić od kobiet chcących mieć koniecznie fotkę z napoleończykiem, zaprosił do obejrzenia muzeum. Oprócz mundurów, broni, materiałów ikonograficznych i makiet z bitew pod Raszynem i Waterloo goście podziwiali olbrzymie kolekcje cynowych żołnierzyków malowanych osobiście przez gospodarza oraz… olbrzymią jego erudycję, kiedy ze swadą i pasją opowiadał o „swoim” bohaterze,  o mniej znanych – w tym pikantniejszych – epizodach z jego życiorysu, o „czarze” jego małżonki - nieco wiarołomnej Józefiny (tej, którą kaliszanie uczcili nazywając jej imieniem najpiękniejszą kaliską ulicę), o miłości żołnierzy do cesarza, o uwarunkowaniach historycznych itp. Następnie, już w prowadzonej przez siebie w pałacu restauracji - przy kawie, herbacie i ciastkach (napoleonki to chyba jednak nie były) – pokazał prezentację nawiązującą do nieszczęsnej bitwy z 1913 r. i  jej konsekwencji, a także pokazującą „kaliskie” ślady epoki Napoleona i utworzonego przez niego Księstwa Warszawskiego. A w międzyczasie – i to była niespodzianka extra – pan Tomasz zaprosił tez do piwnic dworku, w którym znalazły się eksponaty związane z inna pasją gospodarza i jego przyjaciół – filmową sagą „Gwiezdnych wojen”. Było tak ciekawie, ze  musieliśmy niemal siłą wyganiać uczestników do autokaru – praca pana kierowcy i IV Happening musiały się przecież skończyć.

 fot. Zb. Pol

niedziela, 14 kwietnia 2013

Do trzech razy (foto) sztuka - 47

W nieznośnym oczekiwaniu na story o wyjazdowym Happeningu - tradycyjnie - fotki związane z bohaterką ostatniego Kaliszobrania Extra - ulicą Niecałą.


fot. Zb. Pol

Spróbujmy to wyjaśnić - 23

    W czasie Kaliszobrania Extra O Niecałej niewyjaśnioną do końca sprawą była kwestia okazałej kamienicy stojącej za Metalplastem a przed ewangelickim Domem pod Aniołami (fot. niżej). Czy rzeczywiście była to willa przedwojennego dentysty Śmigielskiego (taka okazała?), czy może mieszkał w niej sam Szrajer, a może - jak wspomniał ktoś na sali - mieściła się tam pensja (szkoła) ?
A może wiecie, co pisane temu naprawdę ciekawemu obiektowi w najbliższej przyszłości....
fot. Zb. Pol

niedziela, 7 kwietnia 2013

Veni, vidi, vici - 20


   Korzystając z zaproszenia gospodarzy klubu Komoda organizujących tam cykliczne imprezy pn. Kulturalne Środy, zrealizowaliśmy oto Kaliszobranie Extra, którego bohaterem była ulica Niecała. Mielimy więc niemal stuosobową widownię no i nadzwyczajną, wystawnie stylizowaną salę kryształową do naszej dyspozycji. I chyba nie zawiedliśmy naszych gości. Najpierw kol. Honorata Domagała, debiutująca przed tak licznym gremium absolwentka ostatniego kursu, przedstawiła arcyciekawą prezentację związaną z historią fabryki lalek Szrajerów. Dzięki archiwalnym zdjęciom mogliśmy cofnąć się w czasie o wiek  i wędrować przez poszczególne sale ówczesnej fabryki. Poza tym piękna dziewczyna pokazała piękne fotki szrajerowskich lalek, powynajdowanych w kilku polskich muzeach i prywatnych kolekcjach. Uzupełnieniem tej części spotkania było wystąpienie Stefana Szymczaka – naszego nestora i jednocześnie byłego pracownika fabryki „lalek”, który w klimatycznej gawędzie – tak jak tylko on potrafi – opowiedział o swojej przygodzie zawodowej z „lalkami” (potem Metalplastem), o tym jak - korzystając z wdzięku osobistego oczarowywał rozkochane w nim portierki i przemycał do zakładu wina popularne i o postaciach związanych z tą fabryką. Wreszcie w odsłonie trzeciej do mikrofonu dopadłem ja, by zabrać uczestników w wirtualny spacer ulicą Niecałą. Pospekulowałem nieco na temat samej jej nazwy, starałem się też przybliżyć historie kolejnych "niecałowskich" budynków – z których tzw. dom popa, parafialnym domu „pod Aniołami|” czy willa architekta Nestrypke(go) należą chyba do najciekawszych. Była też mowa o ekumenicznym duchu tej uliczki i o Batalionie Pogranicznym, który miał tu swoją pierwszą siedzibę. Coś tam wspomniałem ("do tematu wrócimy"...) o słynnym kaliskim fotografie sprzed wieku – Wincentym |Borettim, który swój dom rodzinny i  pracownię (a pracowity był nad wyraz - posiadał był np. ośmioro dzieci) miał takoż przy tejże ulicy oraz o niezrealizowanych planach wybudowania przed II wojną na skwerku ją zamykającym pomnika – domu  kultury im. Adama Asnyka. Spotkanie – zrealizowane dzięki gościnności gospodarzy obiektu – państwa Suszynskich i pomocy pracownika firmy – pana Mariusza Marciniaka zakończyło oprowadzenie przez tego ostatniego uczestników po zakamarkach obiektu. 
fot. Zb. Pol