niedziela, 19 stycznia 2014

Veni, vidi, vici - 35



Złote dachy i szklane domy to certyfikatowe hasło ostatniego, 51 Kaliszobrania, którym w sobotę 18 stycznia  zainaugurowaliśmy szósty już sezon sobotnich spacerów krajoznawczych. Ta edycja Kaliszobrań umożliwiła tym razem poznanie historii i teraźniejszości kaliskiej dzielnicy Czaszki. Imprezę rozpoczęła wizyta w, zlokalizowanym w budynku dawnego Domu Schronienia dla Starców i Kalek, hotelu Calisia. Dzięki gościnności właścicieli, kaliszobrańcy mieli możliwość zajrzenia do niemal każdego zakamarka obiektu – z urządzonym w dawnej przytułkowej kaplicy apartamentem włącznie. Przy okazji rozwinąłem też przed zacnym gronem wątek bogatej i burzliwej zarazem historii kaliskich hoteli. A potem już, okraszony opowieściami o mijanych – tych istniejących i tych, których już na Czaszkach nie ma – obiektach snułem dalej swoją opowieść. Było więc o zajeździe Jastrzębskiego, od którego ulica Nowy Świat wzięła swoją nazwę, o składzie solnym, kordonie Straży Granicznej i posterunku Policji Konnej,  o kompleksie obiektów wojskowych, z których budynek koszar 15 Aleksandryjskiego Pułku Dragonów (dzisiejszy PWSZ) nie był wcale jedynym. I – na przykładzie niektórych rezydentów tegoż (casus Budionnego vc Mannerheima) – jak pokrętne i powikłane bywają czasem ludzkie losy. Gawędziłem też o obiektach przemysłowych z Nowego Światu – gręplarni wełny Kruga, fabrykach płótna Rudericha,  wódek i likierów Skassa czy wyrobów hafciarskich  Nagórskich. Było o „wydorach”, czyli parowach z ulicy Lipowej, o „złotych dachach” ubogich chałupinek robotników folwarcznych i tkaczy oraz niegdysiejszej złej sławie tej części miasta. Wąskim chodnikiem ulicy wędrowało około 120 uczestników imprezy – co robiło imponujące wrażenie i przyciągało do okien zdziwionych niecodziennym pochodem mieszkańców mijanych domów. To było budujące - zobaczcie fotkę. Było wreszcie o pochodzeniu nazw samej dzielnicy, jak i niektórych jej ulic (Ułańska, Krechowiecka), o rodzinie Szabłowskich, budynku NOT-u, amatorskim obserwatorium astronomicznym oraz mieszkającej przy Nowym Świecie pisarce Wandzie Karczewskiej. Rozpoczętą przeze mnie przy pomniku Marii Konopnickiej gawędę o  wielkim budowaniu kompleksu obiektów uniwersyteckich (pierwotnie Studium Pedagogicznego) przedstawiciel Uczelni, pan Piotr Kościelny (jr.) kończył już w ciepłych wnętrzach najnowszej części tego obiektu. Omówił strukturę funkcjonowania Wydziału Artystyczno-Pedagogicznego UAM, wysokiej pozycji tegoż, ale i problemach życia akademickiego, opowiedział o realizacji trzech etapów rozbudowy obiektu, a przede wszystkim zaprezentował najciekawsze części inwestycji: dużą dydaktyczno-koncertową aulę im. prof. Rubińskiego, bibliotekę i uczelnianą galerię sztuki. A także najnowszą, właśnie czekającą na przyjęcie studentów, część kompleksu z kolejną aulą i  salami dydaktycznymi przede wszystkim dla przyszłych muzyków, plastyków i filologów. Wizyta przekonała chyba wszystkich, że zespół obiektów wart był kilkudziesięciu tu zainwestowanych milionów złotych, a przeszklone wnętrza mogą stanowić poniekąd naszą kaliską odpowiedź na ideę szklanych domów z Przedwiośnia. Pozornie średnio interesująca tematyka sobotniego spaceru (czyżby ?) okazała się w efekcie tak bogata w treść, że i to Kaliszobranie zakończyło się z ponad półgodzinnym poślizgiem. Ale, broń Boże, nikt bynajmniej nie protestował a ja znów spóźniłem się na sobotnią późnowieczorną wódkę…

fot. Zb. Pol

 

czwartek, 9 stycznia 2014

Komunikaty na raty


Stęskniliście się za Kaliszobraniami ? To mam dobrą wiadomość. Jak mówią słowa pieśni: spotkamy się na Nowym Świecie. Oto bowiem w sobotę,18 stycznia 2014 r. inaugurujemy szósty już sezon naszych sobotnich spacerów. Nowy rok – a zatem Nowy Świat. Niedługi – bo realia pogodowe są, jakie są, ale ożywczy spacer w ramach 51 edycji tego cyklu poprowadzi nas właśnie tą ulicą, a opowiadać będziemy – najogólniej rzecz biorąc - o kaliskiej dzielnicy Czaszki. Najpierw jednak, korzystając z gościnności właścicieli,  zajrzymy do drugiego z naszych ekskluzywnych hoteli – do zlokalizowanego w zaadaptowanym budynku dawnego przytułku hotelu Calisia (ubiegły rok – przypomnę – zamknęliśmy m.in. zwiedzaniem konkurencji – hotelu Europa), na zakończenie zaś „ogrzejemy się” i pooglądamy wnętrza nowej części naszego wydziału Uniwersytetu Adama Mickiewicza – w tym modernistycznego (czy tak jakoś)  holu i reprezentacyjnej auli. No i posłuchania, co w uniwersyteckiej trawie piszczy. To klamry, które zepną naszą – nie mam wątpliwości – ciekawą ofertę programową na to popołudnie. Zapomnicie (przynajmniej na parę godzin) o sobotnich flaszkach - spotykamy się na Czaszkach. Wstriecza (dla młodszych: meeting) o tradycyjnej 15.00 – przed wejściem do Hotelu Calisia.

 fot. Zb. Pol


niedziela, 15 grudnia 2013

Do trzech razy (foto) sztuka - 77

No i - by zamknąć na razie temat astronomiczny - trzy fotki z "gwieździstego" happeningu:



fot. Zb. Pol

Kiedyś tam w Kaliszu - 19



Od połowy  XVI w. w Europie zaistniały szczególne warunki do rozwoju astronomii. Wprawdzie kopernikowska teoria heliocentryzmu zwalczana jest jeszcze zarówno przez kościół katolicki a początkowo nawet przez reformatorów, ale konflikt między światopoglądami geo- i heliocentrycznym stopniowo, w miarę doskonalenia metod i narzędzi badawczych, rozmywa się. Galileusz propaguje lunetę (choć nie on ją pierwszy konstruuje), przy pomocy której odkrywa niektóre fazy i księżyce planet. To sprawia, że jego poglądy ewoluują w kierunku heliocentryzmu. W tej sytuacji wielkie znaczenie mają poglądy i wyniki badań astronomów jezuickich – doskonałych uczonych posiadających bogaty (przenośnie i dosłownie) warsztat badawczy. Mimo idei, jakiej mieli służyć, raczej bronią przed dominikanami poglądy Galileusza. Nawet jeśli nie popierają jednoznacznie teorii heliocentrycznej, to jej krytykę opierają nie wyłącznie na treści Biblii, ale raczej na niedoskonałości dotychczasowych badań. Ten argument popiera generał zakonu kardynał Bellarmino, co daje asumpt do szerokiego zainteresowania astronomią niemal we wszystkich klasztorach i zakonach jezuickich.
Tak też się dzieje w  Kaliszu. O ile do niemal końca XVI w . można mówić u nas raczej o astrologii, to wraz z przybyciem jezuickiego dydaktyka i uczonego Karola Malaperta nastaje czas astronomii.
Malapert urodził się w 1581 r. w Mons w Belgii,  prawdopodobnie około roku 1610 przybył do Polski. W latach 1613 - 17 był nauczycielem matematyki w kaliskim kolegium jezuickim W tymże 1613 roku – a więc równo 400 lat temu rozpoczyna u nas badania astronomiczne. Wśród przyrządów stosował początkowo tzw. „prześwit otworkowy” zastąpiony z czasem torquetum. Następnie, już przy pomocy uczniów - asystentów: Szymona Peroviusa i Aleksego Sylviusa prowadził – jako pierwszy w Polsce – obserwacje przy pomocy skonstruowanych przez nich lunet. Swoje obserwacje astronomowie prowadzili prawdopodobnie z wieży dobudowanej do prezbiterium zapewne specjalnie w tym celu – na co wskazuje jej konstrukcja, nakrycie płaskim dachem, ustawienie okien idealnie na wschód, południe i zachód. Obiekt ten może więc uchodzić za pierwsze w Polsce obserwatorium astronomiczne z prawdziwego zdarzenia, w którym użyto lunety z paralaktycznym montażem. Malapert poprzez swe badania wysunął ośrodek kaliski na czoło polskiej astronomii. W zainteresowaniach astronoma pozostawało nie tylko Słońce. Badał on także mgławice Oriona, Saturna, którego pierścienie brał za jego dwa księżyce (zresztą nic tylko on), Jowisza z księżycami oraz Księżyc.
W 1615 r. Malapert wydał w drukarni Wojciecha Gedeliusza swoje dzieło Variorum poematum fasciculus, dedykowane królewiczowi Władysławowi Wazie. Zaczyna je, zajmująca niemal połowę druku, tragedia biblijna o królu Jerozolimy Sedecjaszu – rozważania astronomiczne znajdują si tam w dalszej części – jakby przy okazji. Po opuszczeniu Polski Malapert osiadł w Duai we Flandrii. Na tamtejszym uniwersytecie jezuickim pełnił funkcję nauczyciela matematyki i kontynuował (w latach 1618 - 27) rozpoczęte w Kaliszu obserwacje astronomiczne, prowadzone nadal przy pomocy Sylviusa, który wraz z nim lub w ślad za nim podążył do Duai. Tam publikuje swoje przemówienie szkolne poświęcone „belgijskiemu teleskopowi” oraz fenomenom niebieskim. A w wydanym w 1633 r. (już po jego śmierci) dziele "Austriackie Gwiazdy" autor próbuje przybliżyć stosowaną przez siebie dotychczas metodę projekcji i opisuje działanie otworkowej ciemni optycznej, stosowanej wtedy powszechnie do obserwacji zaćmienia Słońca. We flamandzkim okresie swego życia Malapert napisał kilka prac astronomicznych i matematycznych. Utrzymuje też nadal stosunki z Polakami poznanymi w Kaliszu. Następnie był rektorem kolegium w Arras. W 1629 r. został powołany przez Filipa IV na katedrę matematyki cesarskiego kolegium jezuickiego w Madrycie, której nie zdążył objąć, zmarł bowiem w drodze w listopadzie 1630 r.
Z kolei Sylvius (zlatynizowany pseudonim Aleksego Leśniaka) urodził się w  1593 r. (a więc znów okrągła jakby rocznica), matematykę i geometrię studiuje  Kaliszu, stając się uczniem i jednoczenie najbliższym współpracownikiem Malaperta. W ślad za nim wyjeżdża do Belgi, pozostając tam do roku 1644. Konstruuje tam m.in. miny wybuchowe. Wraca do Polski, w 1650 w Krotoszynie buduje rodzaj wentylatora oraz montuje lunetę przesuwającą obraz (peryskop) na dobre udoskonalony potem przez Heweliusza. Wydaje samodzielnie w 1651 r. w Lesznie pracę o ruchach księżyca,
No i Szymon Perovius (1586-1636) – kaliski jezuita, wykształcony się w tutejszym kolegium. Po wyjeździe Malaperta i Sylviusa pozostał w Kaliszu (zapiski z obserwacji plam na Słońcu z marca i lipca 1618 r.), potem wyjechał do Poznania na studia teologiczne, po ich ukończeniu był profesorem matematyki w Kaliszu a także w jezuickich kolegiach w Krakowie i Lwowie. Warto dodać, że materiały związane z działalnością jezuickiego obserwatorium z czasów „naszych” uczonych odnalazł w Belgii dopiero po II wojnie współczesny astronom i muzealnik z Jędrzejowa - Tadeusz Przypkowski.
Malapert zrobił dobry początek. W 1636 r. kaliski jezuita Tomasz Brodowski prowadzi wykłady z matematyki, geometrii i astronomii – o wciąż geocentrycznym umocowaniu. W 2 poł. XVII w. swoje badania realizuje też w Kaliszu Abraham Gombiner astronom-amator żydowskiego pochodzenia. Nieco wcześniej, bo latach 30-tych XVII w. do podkaliskiego klasztoru ołobockiego przybyła ze Świdnicy Maria Kunicka, uczona-astronom, znająca kilka języków obcych. Zyskała europejską sławę i  właśnie w ołobockim klasztorze ukończyła swoje dzieło Urania Propitia, które ukazało się w 1650 r. Obserwacje astronomiczne prowadził też w połowie XVII w. komornik graniczny (!) kaliski Maciej Głoskowski - autor wysoko cenionego podręcznika Geometria penegrinans. Kolejnymi są traktaty matematyczno-astronomiczne Kacpra Niesieckiego z 1714 r.
 Poglądy ewoluują w stronę heliocentryzmu, czego ślad znajdziemy choćby w kaliskich wykładach Jana Rościszowskiego z 1771 r.
A w czasach nam bliższych ? Od ok. 1960 roku w bloku przy Ułańskiej funkcjonowało amatorskie obserwatorium kierowane przez pasjonata inż. Janusza Kaźmierowskiego. Dwa razy w tygodniu taszczył on na dach 3 lunety – teleskopy, przez które wszyscy chętni mogli popatrzeć w niebo. Po śmierci inżyniera obserwatorium zamknięto, sprzęt dobrze schowano w przepastnych piwnicach Centrum Kultury i Sztuki, a kaliszanie chcąc sobie popatrzeć na gwiazdy muszą zaledwie dobrze rozglądać się dookoła. Po Kaliszu spaceruje przecież tyle pięknych dziewcząt…

                                                       fot. Zb. Pol

środa, 11 grudnia 2013

Do trzech razy (foto) sztuka - 76

 Nim pokażę Wam kilka fotek z Happeningu jeszcze ostatnia zaległość z Krajobrazobrania. Program kończyliśmy w Kórniku.



fot. K. Krystyniak

sobota, 7 grudnia 2013

Veni, vidi, vici - 34



Mimo, że zima wybrała  sobie piątek, 6 grudnia, na dzień swojego „mocnego” wejścia to – nie zważając na naprawdę paskudną pogodę – ponad sześćdziesięciu kaliszan pojawiło się na organizowanym po raz piąty Kaliskim Happeningu Przewodnickim. Tym razem rzecz dotyczyła kaliskiej astronomii a wybór takiego tematu podyktowany był równą - jak to w Happenigach bywa -  czterechsetną rocznicą podjęcia w Kaliszu przez jezuitów Karola Malaperta, Szymona Peroviusa oraz studiującego w kaliskim kolegium Aleksego Sylviusa profesjonalnych obserwacji astronomicznych. Prowadzone one były z wieży przylegającej do - wówczas jezuickiego (obecnie garnizonowego) - kościoła z wykorzystaniem nowoczesnych na owe czasy i ciągle jeszcze przez wspomnianych badaczy udoskonalanych przyrządów. Atrakcją imprezy było już samo wejście do, na co dzień niedostępnej, wieży oraz możliwość popatrzenia – wzorem astronomów sprzed czterech wieków - z wieżowego okienka przez lunetę. Oczekujących na swoją „kolejkę” zebranych w półmroku arkad garnizonowej świątyni zabawiałem gawędą o „tamtych czasach”. I choć zachmurzone tego wieczoru niebo nie ułatwiało uczestnikom zadania, choć – gwoli ścisłości – swoje badania Malapert prowadził prawdopodobnie jednak z wieżyczki położonej z drugiej strony świątyni -  emocje były spore. Zwłaszcza, że dzięki zaangażowaniu "Astronomy Promotora" z kaliskiego Koła Miłośników Astronomii – Radka Piora  przybyli mieli do dyspozycji jeszcze jedną lunetę – ustawioną na pl. św. Józefa. Stamtąd – już nie poganiani przez nikogo - mogli oni jeszcze raz popatrzeć na niebo oraz na… detale otaczających plac obiektów (np. zegara kolegiaty) a co bardziej "dociekliwi" pewno i w okna okolicznych mieszkań (wynajmowanych przez bezpruderyjne studentki ?). A może dojrzeli też podróżującego po niebie patronie tego dnie – św. Mikołaja, a może też – podczepioną do jego sań nową królową pogody nad Kaliszem – srogą zimę? Chwilę po zasunięciu włazu prowadzącego do wieży i po zdemontowaniu lunet - kwadrans po zakończeniu imprezy zaczęła się śnieżna zamieć. Astronomiczna zima - tuż tuż...

                                                            fot. Zb. Pol


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Do trzech razy (foto) sztuka - 75

I ciąg dalszy fotek z Krajobrazobrania - tym razem dwór
w KOSZUTACH:


fot. Krzysztof Krystyniak